Wywiady

Polska energetyka nie chce dobrych urządzeń

opublikowany przez redakcja 2 stycznia 2017 0 komentarzy

Z Markiem Chromikiem, dyrektorem generalnym uesa Polska Sp. z o.o., rozmawia Andrzej Kołodziejczyk.

Od ponad 20 lat uesa działa na polskim rynku energetyki zawodowej i przemysłu…

Dwie dekady to szmat czasu. Wykorzystaliśmy je do zbudowania rozpoznawalnej marki w obszarze urządzeń do rozdziału energii elektrycznej średniego i niskiego napięcia. Od podstaw rozwijaliśmy się, korzystając z doświadczeń niemieckiej firmy uesa GmbH i budując zespół fachowców w oparciu o młodą polską kadrę inżynieryjną. Dzisiaj uesa w Polsce to zespół kilkudziesięciu specjalistów z dziedziny elektrotechniki, energetyki, automatyki i mechaniki. Łącząc z powodzeniem te dyscypliny wiedzy, możemy oferować rozwiązania na wysokim poziomie technicznym nie tylko w kraju, ale również daleko poza jego granicami. To co nas wyróżnia, to wysokiej jakości rozdzielnice SN i nn, rozłączniki SN i stacje transformatorowe. Oferujemy również rozwiązania z obszaru automatyki przemysłowej.

Czy zatem firmę czeka w Polsce „świetlana przyszłość”?

Biorąc pod uwagę kierunek, w którym zmierza nasza energetyka zawodowa, jestem daleki od określana naszej przyszłości przymiotnikiem „świetlana”.

Zarządzanie krajowymi spółkami energetycznymi przez wskaźniki i konsolidacja zakupów w oparciu o przetargi, w których jedynym kryterium jest cena, nie sprzyjają stosowaniu dobrych rozwiązań, które przez następne 20-30 lat zapewnią bezpieczny i niezawodny rozdział energii elektrycznej.

Zakłady energetyczne mają swoje standardy, wymagają posiadania badań i atestów na sprzedawane urządzenia.

Tak jest w teorii. Praktyka pokazuje jednak coś innego. W ciągu minionych 20 lat wielokrotnie spotykałem się ze standardami technicznymi tworzonymi w spółkach dystrybucyjnych. Intencje ich tworzenia są słuszne, ale konsekwencja w dopilnowaniu ich przestrzegania – słaba. Brak inżynierskiego i gospodarskiego podejścia w zarządzaniu zakupami urządzeń, które później są instalowane w sieciach. Efekt jest taki, że na początku jest tanio, ale później, najczęściej po upływie okresu gwarancji, służby eksploatacyjne angażują duże ilości czasu i pieniędzy w utrzymanie tych urządzeń „przy życiu”. Odnoszę wrażanie, że największą wagę przykłada się do kosztów zakupu, a żadnej do kosztów eksploatacji. Wielokrotnie miałem okazję rozmawiać z pracownikami zakładów energetycznych, którzy borykają się z eksploatacją wcale nie starych urządzeń. Na moje pytanie – dlaczego nie kupują lepszych, bardziej niezawodnych – odpowiadają, że dostali to, co było najtańsze w przetargu.

Producenci chwalą się medalami i wyróżnieniami z krajowych imprez targowych.

I co z tego? Obserwuję te konkursy od kilkunastu lat i to przykre, ale większość z nich jest niewiele warta. Dziwi fakt, że w komisjach przyznających wyróżnienia zasiadają często osoby z tytułami naukowymi. Przypomina mi to orkiestrę na Titanicu: przy okazji targów i konferencji z wielką pompą wręczane są medale i wyróżnienia, a w sieciach instalujemy coraz gorsze urządzenia. Katastrofy udaje się póki co uniknąć – odbiorca musi mieć zasilanie, więc służby eksploatacyjne jadą usunąć kolejną awarię. Tyle, że zmiany w zakładach energetycznych idą w taką stronę, że służb eksploatacyjnych ubywa, a psujących się urządzeń nie.

W oparciu o kilka wizji lokalnych z ostatnich miesięcy (po przegranych przetargach staramy się czasami zobaczyć, jakie wyroby są oferowane po cenach w naszej ocenie rażąco zaniżonych) mogę zaryzykować stwierdzenie, że podczas modernizacji sieci SN i nn montowane są w nich urządzenia gorsze od tych, które są z nich wycofywane.

Można zatem odnieść wrażanie, że decydenci spółek dystrybucyjnych nie mają pojęcia o tym, co instalują w sieć, z pewnością jednak są usatysfakcjonowani tym, że kupili tanio. I niestety nie działa tutaj zasada, że satysfakcja z niskiej ceny trwa o wiele krócej niż rozczarowanie niską jakością. Realizując konsekwentnie politykę najniższej ceny, można by zaproponować, aby osoby na wysokie stanowiska w energetyce wybierać również w oparciu o najniższą ceną (płacę). Krótkofalowo z pewnością będzie taniej.

A badania i certyfikaty nie rozwiązują problemu?

Tylko pozornie. W zakresie badań i certyfikatów jesteśmy już chyba mistrzami świata. Im więcej wymagań spółki dystrybucyjne stawiają dostawcom urządzeń, tym więcej certyfikatów i atestów dostają, ale najczęściej tylko na papierze. Urządzenia w tym zakresie niewiele się zmieniają, bo muszą być tanie, a żaden przedsiębiorca nie będzie dokładał do interesu. To pokazuje, jak bardzo nieuczciwie zachowują się producenci. Śmiem twierdzić, że urządzenia, które są badane w instytutach, a te dostarczane na rynek – to zupełnie inna para kaloszy. I niestety, nasze zakłady energetyczne nie radzą sobie ze zwalczaniem tego procederu. Nieraz rozmawiałem z osobami będącymi w komisjach przetargowych, które zdają sobie z tego faktu sprawę i potwierdzają to, co mówię, ale nie potrafią sobie z problemem poradzić, bo na papierze wszystko jest w porządku.

Czy zatem w przemyśle jest lepiej?

Lepiej jest tam, gdzie pieniądze wydaje się z głową, kalkulując długofalowo. Podam Panu przykład. Od kliku lat z powodzeniem instalujemy systemy monitoringu zużycia mediów (energii elektrycznej, gazu, wody etc.) w zakładach przemysłowych. Nie są to systemy tanie, ale w przypadku, kiedy mamy do czynienia z inwestorem, który wie, jak taki system wykorzystać, aby świadomie zarządzać zużyciem mediów, inwestycje zwracają się w okresie od roku do kilku lat. W przemyśle częściej obowiązuje zasada „show me the money”. Jeżeli kupimy tanio byle co, za parę lat nie pokażemy uzyskanych korzyści, ale będziemy musieli wydać pieniądze jeszcze raz.

Proszę mi wierzyć, że w naszej krajowej energetyce zawodowej jest wielu inżynierów i fachowców, który potrafią docenić wysoką jakość i niezawodność urządzeń. Współpraca z tymi ludźmi daje nam ogromną satysfakcję. Wiele się od siebie nawzajem uczymy. Problem polega na tym, że decydenci to najczęściej spece od zarządzania i finansów, a nie inżynierowie i technicy.

Jaka zatem rada na przyszłość?

Nie mam prostej recepty. Pewne jest jednak to, że większe kompetencje muszą mieć ludzie odpowiedzialni za to, co instalujemy w nasze sieci dystrybucyjne. Obecnie dużo inwestuje się w wytwarzanie energii, którą trzeba później w bezpieczny i niezawodny sposób przesłać do odbiorców. W dużej części inwestycje te finansowane są ze środków unijnych. Powinniśmy korzystać z technologii możliwie najlepszych, a nie najtańszych. Mam wrażenie, że budując infrastrukturę energetyczną, przejadamy środki unijne. Za kilka lat fundusze te nie będą dla Polski dostępne, a my staniemy przed koniecznością modernizowania tego, co dziś robimy tanio. Problemem jest fakt, że zakłady energetyczne to spółki skarbu państwa, w których zarządza się od wyborów do wyborów. W oparciu o niską cenę nie zbudujemy innowacyjnej gospodarki. Dobrej zmiany na razie nie widać.

Dziękuję za rozmowę.


uesa Polska Sp. z o.o. jest firmą działającą na polskim rynku od ponad20 lat; specjalizuje się w produkcji wysokiej jakości stacji transformatorowych, rozdzielnic nn i SN, rozłączników Sn i układów automatyki.

 

Warto zobaczyć

Zostaw komentarz